sobota, 7 grudnia 2013

Ladurée

Pin It

Moja interpretacja przepisu z  Ladurée Savory. 



Napoleonka z kozim twarożkiem i zielonymi warzywami


500 gr ciasta francuskiego dobrej jakości (użyłam ciasta od Bliklego)
250 gr mrożonego groszku 
250 gr mrożonej fasolki
250 gr twarożku koziego
pęczek szczpiorku
pieprz biały lub czarny
szczypta soli

Płat ciasta francuskiego rozmrażamy, lekko wałkujemy i układamy na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Drugą warstwą papieru lub folii aluminiowej przykrywamy płat ciasta aby się nie podniosło. Pieczemy w 190 st ok 40 minut - generalnie chodzi o to, żeby ciasto się zrumieniło lekko z obu stron. Po 10-15 minutach należy zdjąć górną warstwę papieru/ folii.

W tym czasie groszek i fasolkę gotujemy na parze z odrobina soli tylko do momentu aż będzie ugotowany, niewiele bardziej niż al dente. Warzyw nie trzeba wcześniej rozmrażać. 

Ostudzone warzywa siekamy grubo i łączymy z twarożkiem, posiekanym szczypiorkiem, pieprzem i ew. solą do smaku. Część groszku, fasolki i szczypiorki zostawiamy do dekoracji.

Ostudzone płaty ciasta francuskiego kroimy na równe prostokąty - powinno wyjść ok 10 napoleonek. 

Twarożek z warzywami wyciskamy na płaty ciasta workiem cukierniczym albo zwykłym workiem do mrożonek (u mnie ten sposób sprawdza się idealnie). Ozdabiamy zielonym.

Napoleonkę podajemy jako przystawkę/ przekąskę.








piątek, 6 grudnia 2013

macarons z dedykacją dla Bundesligi - zdjęcia

Pin It




wtorek, 3 grudnia 2013

tort cytrynowo-jagodowy z macarons

Pin It

Może te smerfne barwy nie są najszczęśliwsze ale wypróbując nowy przepis staram się trzymac oryginału, następnym razem zrobię wersję bardziej glamour.



Tort cytrynowo - jagodowy z macarons*

/przepis na formę o średnicy 18 cm/

biszkopt z tego przepisu przekrojony na 3 blaty
krem maślany na bezie włoskiej lub szwajcarskiej 
( pierwsza jest łatwiejsza jeśli macie termometr cukierniczy)
krem cytrynowy /lemon curd/ z tego przepisu
20 macarons  w kolorze żółtym i niebieskim
2 szklanki jagód, świeżych lub rozmrożonych i osączonych

1. Przygotuj lemon curd i krem maślany.

Krem maślany na bezie włoskiej:

340 gr. miękkiego masła
240 gr cukru
5 białek dużych jaj
100 ml wody
2 łyżeczki esencji waniliowej
szczypta soli

Białka ubijamy na luźną pianę. W tym czasie przygotowujemy syrop cukrowy z cukru i wody, kiedy osiągnie 117 st. C jednym ruchem wlewamy syrop do piany cały czas miksując na najwyższych obrotach. Dodajemy sól i wanilię i ubijamy aż piana będzie gęsta, sztywna i lśniąca, a temperatura naczynia wyrówna się do pokojowej. 
Po kawałku dodajemy miękkie masło, stopniowo wmiksowując je w pianę aż do uzyskania jednolitej konsystencji. W pewnym momencie może ściąć się w grudki ale dalsze ubijanie przywróci jej odpowiednią formę.

Krem maślany na bezie szwajcarskiej:

Jedyna różnica to pominięcie wody w przepisie na bezę włoską i ubicie piany w kąpieli wodnej z drobnym cukrem. Pomijamy etap syropu cukrowego.

2. Przygotuj 20 macarons - 10 żółtych, 10 niebieskich (użyłam barwników w proszku)np. z tego przepisu. 
Jako nadzienia do macarons użyj kremu maślanego z kroplą lemon curd w środku.
3. Przygotuj biszkopt i przekrój go na 3 blaty.

4. Przełóż biszkopt: warstwą jagód, kremu maślanego, w kilku miejscach poukładaj na kremie gotowe makaroniki (tak, tak - wewnątrz tortu).

5. Pozostały po przełożeniu krem zabarw na niebiesko (w czasie miksowania krem znów może na chwilę się ściąć ale po ubiciu odzyska jednolitą konsystencję). Pokryj kremem tort i udekoruj makaronikami.

i voila


* pomysł stąd: http://sweetapolita.com/2012/07/lemon-blueberry-macaron-delight-cake/

piątek, 22 listopada 2013

Home Chic - wybitnie kobiecy post

Pin It
Dziś będzie krótko i na temat. Nie jest łatwo być kobietą - Fakt. jednak jest łatwiej niż było kiedyś.
Nie oszukujmy się - mężczyźni wolą ładne, mądre i ambitne, do tego tajemnicze, skromne, wyuzdane i gospodarne.
Sprzeczność? No cóż - tyle wieków byłyśmy dla nich enigmą, a oni spalali się próbując ogarnąć o co chodzi, wydając fortuny, podbijając państwa i robiąc inne niewspółmierne do zamierzonego celu (kobieta) rzeczy, że chyba najwyższy czas na równouprawnienie. 
Nie mamy pojęcia o co IM chodzi. Pracujemy, chodzimy na szpilach, rąbiemy drewno, gotujemy zupki dla dzieci, jesteśmy czułe  i niegrzeczne zależnie od potrzeby chwili, i nadal podlegamy redukcji  - bo się zakochał, bo ma kryzys wieku średniego, bo jest gejem (nowość!), bo czuje się niezrozumiany i musi wybyć na nieokreśloną (koszmar) liczbę dni do GDZIEŚ INDZIEJ, bo... bo cokolwiek. 
Nadeszła nowa epoka -epoka, w której kobiety głosują, zostają dyrektorami, ministrami i mają ochotę na seks bez miłości. Ale nieubłagane atawistyczne odruchy ciągną nas w stronę dzieci, wicia gniazda i takich tam dramatów. Osobiście - I want it all - wiem, że mamy wszystkie różnie, ale większość ma właśnie tak - osiągnąć to wszystko. 
Po wielu godzinach filozoficznych rozkmin dochodzę  do jedynego słusznego wniosku, mądrości, której powinnyśmy nauczyć się od mężczyzn- RÓB SWOJE.
Naprawdę, to działa, kiedy robisz swoje, twoje życie ma sens - znajdź to, co Cię kręci i nie jest zależne od innych, w szczególności od facetów.
Nie warto inwestować w akcje wysokiego ryzyka -a męskie wybory to bardzo wysokie ryzyko - w końcu ONI rzadko kiedy są racjonalni. Inwestuj w siebie bo to zawsze się opłaca. Nie wiesz czego chcesz od życia? - popróbuj różności i podejmij decyzję. I nie bój się podejmować decyzji. I nigdy PRZENIGDY - nie bój się walczyć o siebie. Jasne - już o tym pisałam - inteligentne zarządzanie swoim potencjałem wymaga liczenia się z opinią tych, których zdanie może zaważyć na Twoim losie. Ale w kwestiach kluczowych - zero kompromisów. 
Dużo czasu zajęło mi wyrobienie poczucia własnej wartości na gruncie zawodowym i wiem, że to nic łatwego dlatego gorąco polecam Wam poczytanie tego:  http://www.empik.com/tylko-zolzy-robia-kariere-condren-debra,prod1510340,ksiazka-p
Ogarnięte dziewczyny/kobiety pewnie już wiedzą co tam jest napisane, ale dla większości lektura obowiązkowa. 

Podsumowując, nie bójmy się być sobą, nie bójmy się wcale, zachowując poczucie rzeczywistości warto sięgać jak najwyżej. Dbajcie o siebie, dbajcie o to jaki budujecie wizerunek, walczcie, nie odpuszczajcie, nie dawajcie sobie taryfy ulgowej, ale dawajcie sobie odpocząć. Człowiek żyje średnio 75 lat - nie tak znowu dużo, dlatego warto na maksa być w tym życiu spełnionym i szczęśliwym.
 





























czwartek, 14 listopada 2013

biały hummus/ white bean hummus i flatbread

Pin It

Zaproponowałam tę wersję hummusu KP i Małyszowi i obie na początku miały wątpliwości, czy okropna fasola będzie im smakowała. Obie są zachwycone :)


po prostu cieciorkę zamieniamy na drobną białą fasolkę ugotowaną do miękkości.

Chlebki z pełnego ziarna/ Whole wheat flatbread
8 małych sztuk

250 gr mąki z pełnego przemiału
250 gr jogurtu naturalnego
1 łyżeczka soli
2 łyżeczki proszku do pieczenia

Wszystkie składniki wyrabiamy w robocie kuchennym na gładkie ciasto. 
Dzielimy na 8 równych części. Kulki ciasta rozpłaszczamy i wałkujemy na grubość kilku mm. Placki przekładamy papierem do pieczenia tak aby się nie posklejały.
Smażymy z obu stron na mocno rozgrzanej suchej patelni, aż lekko urosną i się zrumienią. 
Wystarczy kilka minut. 



wtorek, 12 listopada 2013

strój dnia

Pin It
Źle się dzieje w blogerni kulinarnej :/ jest jesień to robimy zupę z dyni, hurra, wszystkie laski robią zupę z dyni - nie to, że JUŻ TO BYŁO x lat temu i to było ze wszystkimi waszymi składnikami i z lepszymi fotami. 
O nie, zawsze na zupę z dyni da się złapać lajka - bo kto nie lubi zupy z dyni jesienią - megaoryginalne. I tryliard komentów pod wpisem - jaka piękna, POMARAŃCZOWA (szok) jaka pyszna i gęsta jest ta zupa.

Zazwyczaj największy pojazd w mainstreamie fundowano szafiarkom - że puste, że chude, że próżne, że narcystyczne, że prawdziwego życia nie rozumieją, że na pewno maturę kupiły i nie wiedzą kiedy była bitwa pod Grunwaldem ani kto namalował Słoneczniki.


Ale nagle okazało się, że kucharki pozazdrościły fashionistkom - moja twarz w torcie - jestem taka sexy, zimą noszę sztuczne futro i piękę makowce mojej babci. Hejt? Może i tak. Mnie też się zdarzają kompromitujące historie, ja też lubię jak ludzie piszą: megaciastko, jadłabym love, a jak pieknie dobralas kolor kiecki do kremu maslanego.
Jednak zawsze mi z tego powodu głupio i poprzysięgam sobie, że następny post będzie miał sens. Że to będzie coś nowego, albo zdjęcia będą wybitne albo... cokolwiek byleby nie udawać, że kulinarnie istotne jest coś kompletnie nieistotnego, co służy tylko mojemu dobremu samopoczuciu.

Rozumiem, nie jesteśmy nóżkami w galarecie, kochamy gotować i piec ale lubimy też ciuchy i lubimy czuć się piękne. Niech w tym tylko będzie odrobina konsekwencji, odrobina odwagi i dystansu do siebie - jak będę miała ciśnienie na autoerotycznego posta zatytułuję go LOOK OF THE DAY  a nie "fajna babeczka ;P". 

Biglove & girlpower. 


niedziela, 10 listopada 2013

patent na szybkie słodkie ciasto podstawowe Gordona Ramsaya

Pin It



Błyskawiczna tarta z bananami*

25 gr masła w temp. pokojowej
90 gr cukru pudru 
1 jajo 
250 gr mąki 

ok 3 bananów
2-3 łyżki brązowego cukru
kilka łyżeczek cynamonu - według uznania

prawdziwa, niezbyt słodka bita śmietana do podania
Masło ubijamy z cukrem w robocie kuchennym, następnie dodajemy pozostałe składniki i miksujemy kilka minut do uzyskania jednolitej, gładkiej masy. Schładzamy 10 minut w lodówce. Wałkujemy i wykładamy do formy.
Banany kroimy w talarki o grubości 1 cm. Możemy też pokroić je wzdłuż - w tym wydaniu wyglądają jeszcze lepiej.Posypujemy równomiernie cukrem i cynamonem. Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 190 st ok 40 minut: 20 minut w górnej i 20 w dolnej części piekarnika.

* przepis na podstawowe słodkie ciasto z książki Gordona Ramsaya Ultimate cookery course


wtorek, 5 listopada 2013

jak być nieugiętym

Pin It



Pamiętacie Paula Newmana  - najprzystojniejszego faceta ever? [ jego jedyną wadą jest to, że nie żyje, jednak życie to kluczowa sprawa, zatem nie jest on ideałem - panowie, wszystko przed wami]
Zagrał kiedyś w filmie pt Nieugięty Luke /Cool Hand Luke. 
Film nie bez przyczyny stał się kultowy. Historia wygląda w skrócie tak:

Lucas Jackson jest wojennym bohaterem, buntownikiem i człowiekiem walczącym z systemem [ już możecie się zacząć utożsamiać].
Z ogólnego poczucia bezsensu [znamy]niszczy przydrożne parkometry, za co trafia do więzienia.
Tam, oczywiście, wpada w macki jeszcze gorszego systemu[też znamy], który nie tylko sobie jest, ale też w bezpośredni i zupełnie niesubtelny sposób ingeruje w codzienność bohatera.
Heros Luke jest w swoim żywiole i po raz kolejny rzuca wyzwanie narzuconemu porządkowi.
[ naturalnie robiąc ogromne wrażenie na współwięźniach  i stając się lokalnym samcem alfa].
Kulminacyjnym momentem filmu jest fakt podjęcia przez Luke'a zakładu: jeśli zje w ciągu godziny 50 jajek na twardo dostanie dużą sumę pieniędzy, którą planuje przeznaczyć na ucieczkę z więzienia 
[ w międzyczasie stało się to jego hobby].
Nie trzeba być megabłyskotliwym, żeby domyślić się, że Luke daje radę. 
Reszty wam nie opowiem bo kto nie widział - musi zobaczyć film.

Nie jest też tajemnicą, że zjedzenie na raz 50 jaj na twardo jest koszmarnie głupie i niezdrowe.

Ale.

Bycie nieugiętym polega na manifestowaniu siebie w sposób z reguły całkowicie nieracjonalny. 
Już dawno nie ma czegoś takiego jak norma. 
Jedyną normą jaka obowiązuje jest dobre samopoczucie i poczucie własnej wartości.

Czasami, żeby osiągnąć coś "obiektywnie" znaczącego i pozytywnego trzeba pójść zupełnie inną drogą niż ta klasyczna, przyzwoita i właściwa.
Bardzo często konieczne jest zjedzenie idiotycznych 50 jaj dla zasady, dla udowodnienia sobie i światu, że potrafimy. 
A ludzie na świecie, jak to ludzie - w olbrzymiej większości są średniobystrzy i 50 jaj zrobi na nich takie wrażenie, że już później będą nas szanować.

Jestem przekonana, że macie lepsze pomysły na pokazanie na co Was stać, ale na wszelki wypadek: jajko na twardo gotujemy w zagotowanej wodzie ok 10 minut (duże sztuki) z odrobiną octu.



wtorek, 29 października 2013

krucho miękko słodko

Pin It
Bezowa rolada z migdałami, bitą śmietaną i kwaśnymi owocami*

150 ml białek
1 szklanka cukru
1/2 szklanki zmielonych migdałów
1 łyżka mąki kukurydzianej
1 łyżeczka octu ryżowego
200 ml śmietany 30%
2-3 łyżki cukru pudru
1 szklanka kwaśnych owoców (malin, porzeczek itp.)

Piekarnik nagrzewamy do 160 st.
Białka ubijamy na sztywno, w końcowym etapie ubijania dodając cukier.Łączymy z octem, mąką i 2 łyżkami migdałów.
Rozsmarowujemy na papierze do pieczenia. Pieczemy ok 30 minut. Suszymy na kratce. 
Rolujemy ze śmietaną ubitą z cukrem pudrem, owocami i resztą mielonych migdałów. 

* przepis stąd: http://tartfactory.blogspot.com/2011/12/rolada-bezowo-migdaowa-z-bita-smietana.html







idealny biszkopt bezglutenowy

Pin It

Bezglutenowy do tej pory brzmiało dla mnie jak obelga, ale ten biszkopt smakuje jak prawdziwy, rośnie super i po prostu jest idealny.
Bardzo polecam.


Biszkopt bezglutenowy
/* proporcje na tortownicę o śr. 18cm./

3 jaja
120 gr drobnego cukru
40 gr mąki ryżowej
30 gr mąki kukurydzianej
15 gr mąki ziemniaczanej
 1 płaska łyżeczka bezglutenowego proszku do pieczenia

Mąkę przesiewamy z proszkiem do pieczenia.
Nagrzewamy piekarnik do180 st.
Jajka ubijamy z cukrem, dodając go stopniowo.
Przez pierwsze 5 minut warto ubijać jajka w naczyniu podgrzewanym jak w kąpieli wodnej / stawiamy garnek z jajkami na garnku, w którym gotuje się mała ilość wody/. 
Następnie  - już bez podgrzewania - ubijamy aż masa stanie się puszysta i zbieleje / jak w dobrym koglu-moglu, kiedy cały cukier się rozpuści/.Łączymy mąkę z jajkami.

Wlewamy do formy wyłożonej papierem na spodzie i posmarowanej masłem po bokach.
Pieczemy w 180 st. ok 30 minut. Po wyłączeniu temperatury, uchylamy drzwiczki piekarnika na 10 minut. Studzimy biszkopt na kratce / po zdjęciu obręczy tortownicy/.


Kiedy biszkopt ostygnie - może to być następnego dnia - kroimy go na 3 blaty.

poniedziałek, 28 października 2013

macarownie

Pin It
Moja autorska hybryda, która powstała przez przypadek. 
Połączenie smaków francuskiego macaron i amerykańskiego brownie.

Macarownie

skorupki macarownie
waniliowy ganache z białej czekolady
lemon curd z tego przepisu 







skorupki macarownie

/składniki na 6 sztuk/
40 gr. zmielonych migdałów (lub orzechów)
65 gr. cukru pudru
40 gr. białek (ok 1,5 białka jaja L)
1/3 łyżeczki proszku do pieczenia
15 gr. cukru
1 łyżka kakao

Piekarnik nastawiamy na 150 st.
Mielone migdały przesiewamy z cukrem pudrem i kakako.
Białka ubijamy na prawie sztywno. Dodajemy cukier i proszek do pieczenia. Ubijamy na wysokich obrotach na sztywno.Łączymy białka z migdałami tak aby powstała masa o konsystencji lawy (taki żargon blogów kulinarnych :/) i wyciskamy szprycą kółka o średnicy 3 cm na formę do macarons lub na papier do pieczenia. W tym drugim przypadku warto narysować sobie wcześniej okręgi dla uzyskania równego kształtu ciastek.
Odstawiamy na ok 40 minut do wysuszenia. Sprawdzamy czy już "wyschły" dotykając je lekko suchą reką , jeśli się nie przyklejają  - jest ok. 
Pieczemy w 150 st. ok 25 minut. Pierwsze 10 w górnej, kolejne 15 w dolej części piekarnika. 
Skorupki są gotowe kiedy delikatnie podważone odchodzą od formy. 
Odsatwiamy je do całkowitego wystudzenia. 

waniliowy ganache z białej czekolady:
W rondelku rozpuszczamy 1 tabliczkę białej czekolady z odrobiną śmietanki 30 % i esencji waniliowej. 
Masę studzimy w lodówce co jakiś czas mieszając szpatułką. Po całkowitym ostudzeniu powinna być gęsta ale plastyczna. 

Przekładamy macarownie waniliowym ganache z odrobiną lemon curd w środku. 







mini brioszki z crème pâtissière i pożeczkami

Pin It


Minibrioche z crème pâtissière i pożeczkami

1 porcja ciasta na brioche z tego przepisu
crème pâtissière
ok 2 szklanki pożeczek (świeżych lub mrożonych)

Crème pâtissière*

6 żółtek
5 łyżek mąki pszennej
10 łyżek cukru pudru
2 szklanki mleka 
2-3 łyżeczki esencji waniliowej z ziarnami 
1 płaska łyżka maku (opcjonalnie)

Żółtka łączymy z cukrem pudrem i mąką.

Powstaje właśnie taki gęsty krem, który dodajemy do podgrzewającego się mleka.










Cały czas mieszając podgrzewamy masę aż zgęstnieje do konsystencji budyniu, dodajemy w tym czasie mak i wanilię.Masa wygląda tak:


Brioszki

Kiedy krem całkowicie wystygnie. A ciasto jest już po pierwszym, godzinnym wyrastaniu, nabieramy po pełnej łyżce ciasta, formujemy kulki - weźmy pod uwagę to, że podwoją one swoją objętość  - rozpłaszczamy dłonią, układamy na środku łyżeczkę kremu i łyżeczkę pożeczek, zawijamy i zlepiamy dokładnie. 
Kulki zlepioną stroną układamy do spodu do ponownego wyrośnięcia na 30 minut.
Piekarnik nagrzewamy do 180 st. 
Wyrośnięte brioszki smarujemy roztrzepanym jajkiem i wyglądają tak:


Pieczemy ok 20-30 minut w zależności od piekarnika, w jego dolnej części. Niestety mój jest wielkości mikrofali dlatego po upieczeniu bułki wyglądały jak posadzka, ale normalnie trzeba zrobić między nimi odrobinę wolnej przestrzeni i będą okrągłe.



Przekrójcie jedną brioszkę na próbę i sprawdźcie czy krem nie zniknął ze środka, jego część na pewno wsiąkła w ciasto. Wtedy warto cienką końcówką szprycy dopompować trochę więcej. Żeby było na bogato, jak w życiu oczywiście - lepiej jak jest więcej. 

Brioszki rozdajcie ludziom, którzy Was nie lubią a chcielibyście żeby polubili. Możecie je przynieść w poniedziałek lub środę do korpo. Powodzenia.

środa, 23 października 2013

risotto

Pin It

Risotto z suszonymi pomidorami i pikantną krewetką.
(dla 2-3 osób)





150 gr ryżu do risotto (arborio)
0,7 litra   bulionu warzywnego (z 1,5 kostki )
2 łyżki masła
3 szalotki i 2 duże ząbki czosnku
5 suszonych pomidorów w oliwie
suszony estragon (ok. 1 łyżeczki)
1/2 szklanki białego wytrawnego wina
30-40 gr. startego parmezanu 
pieprz i sól do smaku (więcej pieprzu)

mrożone krewetki tygrysie w dowolnej ilości (np. ok 15 sztuk)
kilka ząbków czosnku
kilka łyżek masła
pokrojona w paski i wydrążona z pestek papryczka chilli 
szczypta soli

Przygotowanie:

Przygotowujemy bulion i odstawiamy na wyłączonym małym palniku.
Na patelni o grubym dnie lub w garnku rozgrzewamy oliwę masło i z 1 łyżką oliwy z pomidorów.
Dodajemy posiekane szalotki i czosnek. Następnie pokrojone pomidory.
Gdy szalotki się zeszklą wrzucamy ryż. Podsmażamy kilka minut.Dodajemy estragon.
Wlewamy wino i odparowujemy.
Włączamy palnik, na którym postawiliśmy bulion.
Chochlą, po jednej, dolewamy bulion do ryżu. Gdy jedna porcja się prawie całkiem wchłonie dodajemy kolejną. 
Gdy ryż zacznie powiększać swoją objętość sprawdzamy co kilka minut czy ziarna są już al dente - zmiękną jeszcze odstawione pod przykryciem!
Risotto al dente odstawiamy z gazu i mieszamy z tartym serem. Odstawiamy na 10 minut pod przykryciem.

Na patelnię wrzucamy krewetki, masło, rozgniecione ale nie obranie ząbki czosnku,papryczkę, trochę pieprzu. Zalewamy pół szklanki wody i pod przykryciem "smażymy" kilkanaście minut. Ostatnie kilka minut odkrywamy krewetki, żeby się przyrumieniły.

Pamiętamy o podaniu wina do kolacji!

inspiracja: http://www.kwestiasmaku.com/kuchnia_wloska/risotto_cytrynowe/przepis.html

czwartek, 17 października 2013

vegeorgia

Pin It
Ratatouille. 

Prowansalska potrawka z warzyw. Z K. przygotowałyśmy jej zapiekaną wersję. Warzywa ułożyłyśmy warstwami - ach te artystyczne zdolności - normalnie szał.
Nie pamiętam dokładnie ile warzyw realnie zużyłyśmy do ratatuja, bo  K. szatkowała bez opamiętania a TL podjadał.
Vegeorgia.
Wyszło smaczne, pachnące i dość ostre dzięki pieprzowi cayenne, ale lekkie i na pewno zdrowe danie.
Każdemu normalnemu człowiekowi do finalnego produktu polecam jednak dodanie ogromu tartego parmezanu. Ser to jest jednak ser. Trzeba to otwarcie przyznać.

składniki:
bakłażan, 3 małe cukinie, 3 papryki - 2 żółte, 1 czerwona, 4 dojrzałe pomidory, 2 cebule, kilka ząbków czosnku. świeże zioła - natka pietruszki, tymianek, bazylia. oliwa z oliwek,mielona papryka wędzona, pieprz, sól, odrobina pieprzu cayenne

Na patelni z łyżką oliwy podsmażamy cebulę pokrojoną w piórka i czosnek.
Wykładamy do naczynia żaroodpornego. Kroimy bakłażana w plastry i zasypujemy solą na kwadrans, aby pozbawić go goryczki (tak, to jest ważne). Kiedy puści sok, opłukujemy go z soli.
Następnie pozostałe warzywa kroimy w plasterki i układamy w taki sposób:

http://johnrieber.com/2013/06/29/ratatouille-chef-thomas-kellers-recipe-for-animated-food-magic/


Świeże zioła siekamy. Połowę mieszamy z oliwą i suszonymi przyprawami. Polewamy ułożone warzywa.
Resztę ziół pozostawiamy do posypania upieczonego dania.
Pieczemy w 200 st. ok 45 minut (zależnie od piekarnika czas może być dłuższy).





fenomen i manifest

Pin It


Muszę to wreszcie napisać, bo sumienie nie daje mi spokoju. No może nie sumienie, może nie kobieca - czy ogólnoludzka solidarność albo empatia. 
Te cechy mam w zaniku. 
To raczej organiczna reakcja na absurd. 
Temat jest prosty. Chodzi o relacje międzyludzkie i reakcje ludzi na siebie nawzajem. 
Nie jestem dobra we wprowadzeniach, szczególnie jeśli się we mnie wszystko burzy na myśl o krzywdzie jaką straszliwa ideologia akceptacji i tolerancji może wyrządzić niczego jeszcze nieświadomym jednostkom.

A zatem jest tak - wolność to świetna wartość, niezwykle wartościowa. Też uważam, że należy robić swoje i niczym się nie przejmować - mamy tylko jedno życie (najprawdopodobniej) i każdy z nas zrobi najlepiej jeśli właśnie nim się zajmie postępując tak, żeby mu było w tym jedynym życiu dobrze.
Wychodzę z założenia, że jeśli każdy zajmie się sobą najlepiej jak potrafi wszechświat będzie najlepszym z możliwych.
Dlatego jeszcze raz - nie jestem piewcą skostniałych norm, szykan, prześladowań odmienności ani krępowania swobód. Jestem całkowicie przeciwna terrorowi.


Laska się nie goli bo uważa, że nie ma takiej potrzeby. Idea artykułu - jestem przedstawicielką awangardy piękna, żyłabym sobie radośnie gdyby nie społeczny ostracyzm. 

No błagam. Po pierwsze jest to brzydkie, ale niech będzie, że nie mam monopolu na prawdę. 
Tylko skąd roszczenie, żeby wszystkim nagle się odmieniło? Przecież mamy jakiś zmysł smaku.
Zabijanie małych kotków jest złe - gładkie kobiece łydki są atrakcyjne. 
Tak po prostu jest.



Doprowadza mnie do szału retoryka powszechnej miłości, która jest ślepa. 
No po prostu tak się nie da żyć. 

Miałam kiedyś kolegę o skrajnie prawicowych poglądach. Jako szczery chłopak nie znoszący hipokryzji wywalał te swoje drastyczne poglądy w pierwszej rozmowie z dziewczyną, która mu się podobała. Chciał być otwarty. Był. Tylko drugich randek nie było. Był bezkompromisowy i wiecznie obrażony na niedojrzałość kobiet.

Pozostańmy różnorodni, wtedy będzie ciekawie.  Tylko nie uderzajmy głową w mur bo to bez sensu.

Ja uwielbiam być kobietą, uwielbiam ciuchy, kosmetyki, szpilki, lubię gotować i lubię jak facet jest silniejszy ode mnie. Oglądam Pamiętnik Bridget Jones i mnie śmieszy. Słucham popu i opery, piję alkohol, jem ser i czekoladę. Lubię dobrze się czuć. Nie znoszę dyskomfortu i nudnych ludzi.
Mam prawo do tego wszystkiego równocześnie wiedząc, że wiele z moich słabości i upodobań hołduje prostackim gustom. Wiem, że niektórzy ocenią mnie po pozorach. I to jest ok. 
Nie zmuszam nikogo do akceptowania mnie, lubienia, do niczego nikogo nie zmuszam. 

Każdy ma prawo być mądry lub głupi, brzydki, ładny, zaniedbany, pracowity lub leniwy. Jednak niesie to za sobą konsekwencje. Jeśli lubisz pić 24 h na dobę - ok, ale nie będziesz wtedy kierowcą rajdowym no bo jakby nie dojedziesz. 
Nie chcesz się odchudzać  - ok, ale nie nie będziesz paradował/a na wybiegach w Mediolanie, bo najzwyczajniej w świecie ubrania lepiej prezentują się na chudych.

Gdybym miała córkę powiedziałabym jej koniecznie to wszystko, że może być kim chce, ale musi zachować priorytety - swoje własne, takie nieprzyklejone jej przez kogoś, przez modę przez hasła. Własne. I uczyłabym ją piękna i celebrowania kobiecości. Czy gdyby kobiecość nie była czymś fantastycznym wielu mężczyzn tak desperacko nie chciałoby jej posiąść  - od aktu seksualnego aż po transgender.
Powiedziałabym jej, że nie musi się ukrywać pod rozciągniętym dresem, żeby brzmieć poważnie w męskim gronie, że  ma prawo być inteligentna, twarda i wrażliwa, promienna i czuła a następnego dnia wkurwiona do granic. Że nam to wszystko wolno i wolno nam być wysoko nad ziemią w ukochanych butach, za drogich i za ładnych na co dzień.

Szanuję wszystkie wybory. Choć niektóre uznam za idiotyczne. Jednak szanuję bardzo ludzi, którzy dokonują świadomych wyborów i idą z dumnie podniesioną głową mając odwagę kierować swoim losem wbrew utartym schematom. Bo to z definicji nie jest łatwe. Ważne tylko, żeby podejmując śmiałe decyzje brać za nie odpowiedzialność i być gotowym na ponoszenie konsekwencji.