czwartek, 17 października 2013

vegeorgia

Pin It
Ratatouille. 

Prowansalska potrawka z warzyw. Z K. przygotowałyśmy jej zapiekaną wersję. Warzywa ułożyłyśmy warstwami - ach te artystyczne zdolności - normalnie szał.
Nie pamiętam dokładnie ile warzyw realnie zużyłyśmy do ratatuja, bo  K. szatkowała bez opamiętania a TL podjadał.
Vegeorgia.
Wyszło smaczne, pachnące i dość ostre dzięki pieprzowi cayenne, ale lekkie i na pewno zdrowe danie.
Każdemu normalnemu człowiekowi do finalnego produktu polecam jednak dodanie ogromu tartego parmezanu. Ser to jest jednak ser. Trzeba to otwarcie przyznać.

składniki:
bakłażan, 3 małe cukinie, 3 papryki - 2 żółte, 1 czerwona, 4 dojrzałe pomidory, 2 cebule, kilka ząbków czosnku. świeże zioła - natka pietruszki, tymianek, bazylia. oliwa z oliwek,mielona papryka wędzona, pieprz, sól, odrobina pieprzu cayenne

Na patelni z łyżką oliwy podsmażamy cebulę pokrojoną w piórka i czosnek.
Wykładamy do naczynia żaroodpornego. Kroimy bakłażana w plastry i zasypujemy solą na kwadrans, aby pozbawić go goryczki (tak, to jest ważne). Kiedy puści sok, opłukujemy go z soli.
Następnie pozostałe warzywa kroimy w plasterki i układamy w taki sposób:

http://johnrieber.com/2013/06/29/ratatouille-chef-thomas-kellers-recipe-for-animated-food-magic/


Świeże zioła siekamy. Połowę mieszamy z oliwą i suszonymi przyprawami. Polewamy ułożone warzywa.
Resztę ziół pozostawiamy do posypania upieczonego dania.
Pieczemy w 200 st. ok 45 minut (zależnie od piekarnika czas może być dłuższy).





fenomen i manifest

Pin It


Muszę to wreszcie napisać, bo sumienie nie daje mi spokoju. No może nie sumienie, może nie kobieca - czy ogólnoludzka solidarność albo empatia. 
Te cechy mam w zaniku. 
To raczej organiczna reakcja na absurd. 
Temat jest prosty. Chodzi o relacje międzyludzkie i reakcje ludzi na siebie nawzajem. 
Nie jestem dobra we wprowadzeniach, szczególnie jeśli się we mnie wszystko burzy na myśl o krzywdzie jaką straszliwa ideologia akceptacji i tolerancji może wyrządzić niczego jeszcze nieświadomym jednostkom.

A zatem jest tak - wolność to świetna wartość, niezwykle wartościowa. Też uważam, że należy robić swoje i niczym się nie przejmować - mamy tylko jedno życie (najprawdopodobniej) i każdy z nas zrobi najlepiej jeśli właśnie nim się zajmie postępując tak, żeby mu było w tym jedynym życiu dobrze.
Wychodzę z założenia, że jeśli każdy zajmie się sobą najlepiej jak potrafi wszechświat będzie najlepszym z możliwych.
Dlatego jeszcze raz - nie jestem piewcą skostniałych norm, szykan, prześladowań odmienności ani krępowania swobód. Jestem całkowicie przeciwna terrorowi.


Laska się nie goli bo uważa, że nie ma takiej potrzeby. Idea artykułu - jestem przedstawicielką awangardy piękna, żyłabym sobie radośnie gdyby nie społeczny ostracyzm. 

No błagam. Po pierwsze jest to brzydkie, ale niech będzie, że nie mam monopolu na prawdę. 
Tylko skąd roszczenie, żeby wszystkim nagle się odmieniło? Przecież mamy jakiś zmysł smaku.
Zabijanie małych kotków jest złe - gładkie kobiece łydki są atrakcyjne. 
Tak po prostu jest.



Doprowadza mnie do szału retoryka powszechnej miłości, która jest ślepa. 
No po prostu tak się nie da żyć. 

Miałam kiedyś kolegę o skrajnie prawicowych poglądach. Jako szczery chłopak nie znoszący hipokryzji wywalał te swoje drastyczne poglądy w pierwszej rozmowie z dziewczyną, która mu się podobała. Chciał być otwarty. Był. Tylko drugich randek nie było. Był bezkompromisowy i wiecznie obrażony na niedojrzałość kobiet.

Pozostańmy różnorodni, wtedy będzie ciekawie.  Tylko nie uderzajmy głową w mur bo to bez sensu.

Ja uwielbiam być kobietą, uwielbiam ciuchy, kosmetyki, szpilki, lubię gotować i lubię jak facet jest silniejszy ode mnie. Oglądam Pamiętnik Bridget Jones i mnie śmieszy. Słucham popu i opery, piję alkohol, jem ser i czekoladę. Lubię dobrze się czuć. Nie znoszę dyskomfortu i nudnych ludzi.
Mam prawo do tego wszystkiego równocześnie wiedząc, że wiele z moich słabości i upodobań hołduje prostackim gustom. Wiem, że niektórzy ocenią mnie po pozorach. I to jest ok. 
Nie zmuszam nikogo do akceptowania mnie, lubienia, do niczego nikogo nie zmuszam. 

Każdy ma prawo być mądry lub głupi, brzydki, ładny, zaniedbany, pracowity lub leniwy. Jednak niesie to za sobą konsekwencje. Jeśli lubisz pić 24 h na dobę - ok, ale nie będziesz wtedy kierowcą rajdowym no bo jakby nie dojedziesz. 
Nie chcesz się odchudzać  - ok, ale nie nie będziesz paradował/a na wybiegach w Mediolanie, bo najzwyczajniej w świecie ubrania lepiej prezentują się na chudych.

Gdybym miała córkę powiedziałabym jej koniecznie to wszystko, że może być kim chce, ale musi zachować priorytety - swoje własne, takie nieprzyklejone jej przez kogoś, przez modę przez hasła. Własne. I uczyłabym ją piękna i celebrowania kobiecości. Czy gdyby kobiecość nie była czymś fantastycznym wielu mężczyzn tak desperacko nie chciałoby jej posiąść  - od aktu seksualnego aż po transgender.
Powiedziałabym jej, że nie musi się ukrywać pod rozciągniętym dresem, żeby brzmieć poważnie w męskim gronie, że  ma prawo być inteligentna, twarda i wrażliwa, promienna i czuła a następnego dnia wkurwiona do granic. Że nam to wszystko wolno i wolno nam być wysoko nad ziemią w ukochanych butach, za drogich i za ładnych na co dzień.

Szanuję wszystkie wybory. Choć niektóre uznam za idiotyczne. Jednak szanuję bardzo ludzi, którzy dokonują świadomych wyborów i idą z dumnie podniesioną głową mając odwagę kierować swoim losem wbrew utartym schematom. Bo to z definicji nie jest łatwe. Ważne tylko, żeby podejmując śmiałe decyzje brać za nie odpowiedzialność i być gotowym na ponoszenie konsekwencji.


środa, 16 października 2013

hummus

Pin It


Jakoś generalnie nie jestem na czasie, hummus był modny wieki temu, ale wtedy nie dałam się porwać.
Aż do spróbowania wersji z pieczoną czerwoną papryką - absolutnie mnie zachwycił!
Podaję wersję podstawową  - błyskawiczną i paprykową. Możecie poeeksperymentować też ze świeżą bazylią.



 


Hummus

1 puszka cieciorki
1/4 szklanki soku z cytryny
2 duże łyżki past sezamowej(tahiny)
1 mały ząbek czosnku, zgnieciony
2 łyżki oliwy z oliwek plus trochę do podania
1/2-1 łyżeczki soli
1/2 łyżeczki mielonego kminu rzymskiego
szczypta mielonej papryki ostrej
kilka łyżek przegotowanej zimnej wody - do uzyskania odpowiedniej konsystencji


Blenderem z końcówką trzepaczki ubijamy sok z cytryny z pastą sezamową.
Dodajemy oliwę i przyprawy - miksujemy.
Dodajemy cieciorkę - osączoną i przepłukaną i czosnek.
Miksujemy na gładką masę. Dodajemy tyle wody ile potrzeba do idealnej konsystencji.

wersja z paprykowa

Czerwoną paprykę kroimy, skrapiamy oliwą i pieczemy ok 45 minut.
Gorącą paprykę wkładamy do woreczka na mrożonki i zostawiamy do wystygnięcia.
Obieramy ze skóry.
Dodajemy do hummusu  - miksujemy na gładko.

* Warto od razu upiec więcej papryki - do hummusu zużyjemy ok. połówki, resztę proponuję wykorzystać do przygotowania boskiej pasty z tuńczykiem:

http://przepisy.magazyn-kuchnia.pl/przepisy/spis/159682434/pasta+z+pieczonej+papryki+i+tu%C5%84czyka/p

środa, 25 września 2013

kryzys środy - smacznego

Pin It Są takie dni, kiedy nie tylko nic mi się nie chce, ale też mam nieodpartą pokusę spektakularnie się z tym obnosić. Praca w urzędzie to praca dla osób o wielu  cenionych w społeczeństwie zaletach: skrupulatności, sumienności, terminowości, dokładności, dobrej organizacji pracy ( pojęcie dobra jest wszak względne) i punktualności. 
Żadnej z powyższych nie posiadam. 
Za to mogę się pochwalić zdążaniem ze wszystkim na ostatnią chwilę i absolutną niezdolnością akceptacji istnienia elektronicznego systemu obiegu dokumentów. Dlatego też moja kariera zawodowa nie rokuje. 
Ale gdzieś tak od czwartku do poniedziałku zupełnie mnie to nie martwi. 
Kryzys - tak, najprawdziwszy katastrofalny kryzys - przychodzi w Środę!
Po pierwsze - nękają mnie myśli o sensie. Poszukiwanie sensu w codziennym życiu jest jak wiadomo brzydkim nawykiem ludzi myślących, powszechnie uznawanym za bardzo wstydliwy i nieelegancki. 
Poddawanie w wątpliwość sensu idiotycznych rzeczy, które niczemu nie służą to koszmarne gigantyczne faux pas. Tym bardziej w środowisku urzędniczym. To dowód na kompletny brak profesjonalizmu.

Po drugie - śmieję się na głos i słucham muzyki (kiedy inni pracują w skupieniu gwarantującym zwiększoną efektywność).

Po trzecie  - wychodzę 2 minuty przed czasem (a czasem nawet 20 przed czasem).

Po czwarte - zaczynam maile od "witam" a nie od "szanowna pani" (pisząc do typiary z sąsiedniego pokoju).

Ogólnie masakra i hańba na skalę międzynarodową.

I można by się z tego śmiać, bo to wpis trochę w stylu korpo-buntownika. A jednak w Środę ten stan rzeczy wydaje mi się straszliwe dołujący. Odrażający wręcz. I potrzebuję odreagować byciem najgorszą wersją samej siebie. Tak złą i nieadekwatną do czegokolwiek, że jedynie KP mogłaby mnie zdystansować. 

W kontekście nakreślonego stanu rzeczy Daniem na środę nie może być nic innego jak tylko:


Pappardelle z wątróbką i oliwą truflową

2 porcje makaronu pappardelle ugotowanego al dente

4 wątróbki drobiowe
2 łyżki oliwy truflowej
2 łyżki octu balsamicznego
1-2 duże ząbki czosnku posiekanego drobno
1-2 cebuli posiekanej
1,5 łyżeczki suszonej pietruszki
pieprz i sól
pieprz cayenne

tarty parmezan lub inny twardy ser typu włoskiego do podania

Na rozgrzanej  oliwie zeszklić cebulę i czosnek, dodać pietruszkę, przekrojone na pół wątróbki.
Dodać ocet, pieprz, sól i pieprz cayenne (a ja daję naprawdę dużo czarnego pieprzu). 
Kiedy wątróbki będą podsmażone wymieszać całość z makaronem.
Posypać parmezanem i podawać z bardzo wytrawnym czerwonym winem.


Zdjęcie jest tak brzydkie, że Wam daruję. 

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

fioletu ciąg dalszy - cynamonowe kruche ciasto ze śliwkami/cinnamon plum pie

Pin It Przepis pochodzi z Kwestii Smaku. Jest bardzo prosty, ale wśród moich znajomych zawsze robi furorę.Cały rok czekałam na świeże śliwki i oto są!

Kruche ciasto ze śliwkami

/proporcje na dużą blaszkę 27x37 podaję za Autorką/

500 gr mąki pszennej (używam 1:1 z pszenną graham)
2 łyżeczki cynamonu
2 łyżeczki proszku do pieczenia
250 gr masła*
1/2 szklanki brązowego cukru
2 żółtka
2 łyżki gęstej śmietany 18% (lub 12%)

* jeśli ciasto ma być rzeczywiście kruche użyjcie zimnego masła, jeśli ma być gotowe szybko - użyjcie  masła w temp. pokojowej, które łatwo połącz się z resztą składników - ja tak robię i jest ok.

dodatkowo:

ok 1 kg śliwek  (najlepiej dojrzałych węgierek)
5-6 łyżek mielonych migdałów
6 łyżek brązowego cukru pudru

Śliwki pestkujemy, dzielimy na połówki, mieszamy z migdałami i cukrem.

Ze składników na ciasto zagniatamy.. ciasto. 1/2 lub 1/3  - w zależności od tego jak bardzo lubimy kruszonkę - odkładamy do lodówki lub zamrażalnika, żeby nadawało się do starcia.

 


Pozostałym wykładamy formę do pieczeni/ blachę. Na cieście układam połówki śliwek skórkami do spodu oraz całą migdałowo-słodką masę. Ścieramy na grubej tarce pozostałe ciasto.

Pieczemy w nagrzanym do 180 st. piekarniku ok 40 minut. Dodatkowe 10 minut możemy dopiec spód.







fioletowy to mój ulubiony kolor/ purple is my favourite colour!

Pin It
Zuhair Murad Couture Fashion Fall/Winter 2012/2013 collection- purple dress
Taylor Swift





Fiolet jest mistyczny. Dla mnie to jedyna prawdziwie piękna barwa. Jest absolutny i nic nie musi go dopełniać.
Od zawsze symbolizował władzę i majestat, duchowość, tajemnicę.. 

L'Oreal proponuje w tym sezonie retro w najlepszym stylu wielkich gwiazd - oczywiście nie może się obejść bez burgundów, purpury






 A tu zdjęcie oszałamiającego sklepiku z pamiątkami z francuskiej Tuluzy - miasta fiołków, w którym miałam okazję spędzić kilka cudownych dni. Można tu kupić fiołkowe absolutnie wszystko!

link do artykułu o fiołkowym raju: http://landlopers.com/2013/04/14/violet-toulouse/

 Równie urzekająca jest lawendowa Prowansja





A to moje fioletowe macarons!



niedziela, 25 sierpnia 2013

naleśniki i krem pistacjowy/ pancakes with pistachio buttercream

Pin It
Krem jest bardzo maślany, ale też mocno pistacjowy i naprawdę pyszny. Wypróbowałam go z myślą o francuskich makaronikach, jednak okazał się zbyt wrażliwy na wysoką temperaturę i za ciężki.
Myślę, że świetnie sprawdziłby by się jako masa do przełożenia tortu. 
Ja dodałam odrobinę do ciepłych naleśników z owocami. Kwaśne porzeczki, cieniutkie naleśniki i rozpływający się maślany krem okazały się idealną kompozycją. 


Pistacjowe masło/krem

100 gr niesolonego masła
3 łyżki wody
3 łyżki cukru waniliowego
1 jajko
50 gr mielonych pistacji

Masło - w temp. pokojowej - ubijamy mikserem kilka minut aż będzie delikatne i miękkie.
Odkładamy na bok.
Zaczynamy ubijanie jajka - ma być prawie ubite.
W małym rondelku rozgrzewamy cukier z wodą, aż powstanie gęsty syrop.*
Wlewając cienkim strumieniem syrop do jajka, cały czas ubijamy, aż do uzyskania jasnej, gęstej, kremowej masy.
Porcjami dodajemy masło, cały czas ubijając. 
Masa może się początkowo rozwarstwiać, ale w miarę ubijania stanie się jednolita.
Do ubitej masy dodajemy pistacje i dokładnie z nią łączymy.

Krem koniecznie przechowujemy w lodówce, maksymalnie przez kilka dni.


*popularną metodą na sprawdzenie czy to już, jest upuszczenie kropli syropu do naczynia z zimną wodą, powinien momentalnie zastygnąć


Klasyczne ciasto naleśnikowe:

2 jajka
200 gr mąki
250 ml mleka
250 ml wody
szczypta proszku do pieczenia (opcjonalnie)

Wszystkie składniki miksujemy dokładnie.

Na rozgrzanej patelni  (ja używam odrobiny oleju do smażenia, ale to zależy od patelni)smażymy naleśniki wylewając małą ilość ciasta. Przewracamy dopiero gdy pierwsza strona będzie już całkiem usmażona - podważenie i przewrócenie naleśnika nie będzie sprawiać nam trudności.